Start arrow Aktualności arrow Najnowsze arrow Dzień otwarty w Dell

Dzień otwarty w Dell

PDF Drukuj E-mail
wtorek, 05 grudzień 2006

Dzień otwarty amerykańskiego koncernu Dell zgromadził kilka tysięcy osób, zainteresowanych pracą w fabryce komputerów, której budowę firma rozpoczęła uroczyście we wtorek na łódzkim Olechowie. Ponad pięć tysięcy osób zarejestrowało się i umówiło na konkretne godziny jeszcze przed imprezą, za pośrednictwem Internetu. Reszta poszła na żywioł - stąd ten tłum nerwowo się przepychający przed budynkiem.

Za drzwiami pracy nikt nie dawał - próżno niektórzy gnietli w tłoku odświętne garnitury. Impreza okazała się być typowo zapoznawcza. Można było jedynie złożyć CV (które równie dobrze można wysłać przez Internet), porozmawiać z "przykładowymi" pracownikami Della z zakładu w Irlandii, pooglądać najnowsze produkty amerykańskiej firmy. Bardziej konkretnie ma być za kilka tygodni. Wtedy Dell "odezwie się" do kandydatów. Części podziękuje, część zaprosi na rozmowy kwalifikacyjne.

Amerykanie planują zatrudnić w październiku przyszłego roku tysiąc osób. W następnych latach - kolejne dwa tysiące. To największa inwestycja ostatnich lat w naszym województwie. Ekonomiści z entuzjazmem przekonują, że może nawet zmienić oblicze regionu. Praca u Amerykanów ma być i ciekawsza, i lepiej płatna niż w fabrykach dotąd stawianych u nas przez zachodnich inwestorów. Nic dziwnego, że Dell obudził w Łodzi wielkie nadzieje. Czy im sprosta?

Żadna praca nie hańbi
Bożena Urban jest już "po". Była w środku, zostawiła CV. - Było bardzo miło. Teraz mają do mnie zadzwonić - dzieli się pierwszymi wrażeniami. Pani Bożena przepracowała 28 lat w dziale kadr łódzkich zakładów przemysłu lekkiego "Alba". Dwa lata temu firma ogłosiła upadłość, a kobieta trafiła na bezrobocie. Podobnie jak jej koleżanka Maria Kostrzewa, księgowa z 33-letnim stażem. Teraz chciałyby dostać pracę "w zawodzie", zgodnie z kwalifikacjami. Ale jak się nie da, to i na produkcję pójdą.

- Czwartek to mój szczęśliwy dzień, myślę, że mamy szansę. Pani, z którą rozmawiałyśmy, powiedziała, że nie będą nam patrzyli w metrykę - mówi Bożena Urban.

Obok nerwowo przechadza się z teczką pełną dokumentów pan Piotr (nazwiska podać nie chce). Ma 57 lat, jest fizjoterapeutą rehabilitantem po warszawskiej AWF. Przez piętnaście lat, do igrzysk w Sydney, masował kadrę narodową polskich judoków. Miał też własny zakład, ale nie szło mu najlepiej. Dzwonili głównie Rosjanie, żeby wysondować ceny, po czym otwierali konkurencyjne zakłady. Musiał zamknąć biznes.

- Pomyślalem, że może w Dellu będą potrzebowali kogoś takiego jak ja, do masowania kręgosłupów. Słyszałem, że na produkcji ma pracować bardzo dużo kobiet, a to męczące zajęcie. Mogę też być pielęgniarzem i udzielać pierwszej pomocy - reklamuje się mężczyzna.

Jak ocenia swoje widoki na etat w Dellu? Nie jest przecież młodym informatykiem, tylko 57-letnim rehabilitantem. - Trzeba zaryzykować. A co, mam w domu siedzieć i bąki zbijać? Zresztą, to nie musi być praca w moim fachu. Mogę się przebranżowić, choć nie mam pomysłu, w jakim kierunku. Bo na komputerach nie za bardzo się znam...

Zbigniew Guziński z Powiatowego Urzędu Pracy nr 2 w Łodzi szanse pięćdziesięcioparolatków ocenia zupełnie inaczej niż oni sami: - Prawie żadne.

O co tyle hałasu?
Zbigniew Guziński uważa, że Dellem nie należy się zbytnio podniecać, bo nie zaspokoi głodu pracy, jaki panuje w Łodzi. Chętnych do pracy jest dużo więcej niż miejsc, które firma może zaoferować. Z drugiej strony, paradoksalnie, niedługo może się okazać, że Amerykanie będą mieli problemy... z obsadzeniem wszystkich stanowisk.

- Pierwszy tysiąc zatrudnią bez problemu. Ale jak będzie w przypadku kolejnych dwóch tysięcy - wszystko zależy od Della. Od tego, jak w zakładzie będą traktowani ludzie i ile firma będzie im płaciła. Bo jeżeli zaproponują informatykom 1500 zł brutto, to oni na to nie pójdą. Łodzianie nie pracują dla prestiżu, tylko dla pieniędzy. Jeżeli z jakiegoś powodu o Dellu pójdzie zła fama, zaczną się problemy. Kilka lat temu wszyscy rzucali się, żeby pracować przy kasach w hipermarketach. Teraz nie ma kim tych kas obsadzać. W Indesicie wystarczył jeden wypadek, żeby firma zaczęła się borykać ze stałym niedoborem kadry, mimo że płaci naprawdę nieźle - mówi Guziński.

Według niego, mogą też pojawić się problemy związane z mentalnością. Ludzie, którzy teraz się Dellem zachłystują, po pierwszej euforii zaczną rozmyślać. Na przykład o dojazdach. Zakład stanie na dalekich peryferiach Łodzi, tymczasem u nas wciąż pokutuje przekonanie, że dłużej niż pół godziny drogi od domu to za daleko.

Na razie jednak pośredniaki z naszego regionu notują wielkie zainteresowanie pracą w Dellu. Pytają o nią głównie ludzie młodzi, bez kwalifikacji i wykształcenia, zainteresowani pracą przy taśmie, po uprzednim przeszkoleniu.

Maciej Paulus i Michał Michcik mają po lat 20, uczą się w policealnej szkole elektronicznej. Pod filharmonię przyszli się zorientować, o co w ogóle chodzi z tym Dellem. Słyszeli tylko, że będzie tu można zdobyć pracę. - Interesuje nas coś związanego z produkcją - mówią. Sprecyzowanych planów jednak nie mają. Uważają, że szkoła nie do końca przygotowuje do pracy w takim zakładzie, chętnie jednak się podszkolą. Byle nie trzeba było na to własnej kasy wykładać.

W oficjalnych wypowiedziach przedstawiciele władz Łodzi i szefowie Della lubią podkreślać, że inwestycja trafiła do miasta ze względu na jego potencjał intelektualny: doskonałe uczelnie i wielką rzeszę wykwalifikowanych, doświadczonych pracowników. Tylko Paul Bell, wiceprezes koncernu, nieco się wyłamał: - Wybraliśmy Polskę i Łódź ze względu na wasze wielkie tradycje wytwórcze - przyznał w ostatni wtorek, tuż przed tym, jak uroczyście wbił łopatę w ziemię, rozpoczynając tym samym budowę fabryki na Olechowie.

Pieniądze to nie wszystko
Spotkanego pod gmachem filharmonii pana Mariusza nie udaje się namówić nawet na krótką rozmowę. Nic dziwnego. Jest jednym z setek tych, którzy przyszli tu incognito, a stojąc pod drzwiami drżeli na widok wycelowanej w nich kamery.

- Gdyby mój szef się dowiedział, po co wziąłem urlop...

Dominika Cichocka też ma pracę, mimo to ukrywać się nie musi. W tym roku skończyła psychologię na Uniwersytecie Łódzkim. Została doradcą zawodowym w poradni psychologiczno-pedagogicznej. - Szefowa wie, że tu jestem. Dlaczego ma nie wiedzieć. Cała jest "za", bo stawia na rozwój swoich pracowników - mówi.

Dominika wierzy, że uda jej się zdobyć pracę w dziale personalnym, zgodną z wykształceniem i doświadczeniem. A ile chciałaby zarabiać? - Tyle, żeby nie trzeba było żebrać. Na początek 1500 na rękę całkowicie by mnie zadowoliło - stwierdza.

Pieniądze to jeden z głównych tematów rozmów pod filharmonią. Spekulacji w gazetach i w Internecie było dużo, ale żeby tak ktoś wiedział coś konkretnego? Na razie pozostaje wymieniać pobożne życzenia.

Pan Paweł: - Jak dadzą 700-1000 złotych netto, będę zadowolony.

Bożena Urban: - Słyszałam, że mają płacić więcej niż w Gillette, jakieś 1300 do 1600 na rękę dla pracujących przy taśmie. Gdybym dostała pracę w kadrach, to może tych pieniędzy byłoby nawet więcej.

Maciej Paulus i Michał Michcik: - Zaproponują pewnie ze 2500 brutto. My myślimy raczej o 4 tysiącach.

Łodzianie nie wiedzą jeszcze, jak wiele zależy od ich aspiracji, jak dokładnie w ich życzenia wsłuchują się teraz szefowie Della.

Zachodni inwestorzy, którzy ulokowali kapitał w Łodzi, oferowanymi zarobkami nie rzucili nikogo na kolana, co więcej - zrobili pod tym względem nie najlepsze wrażenie. Pensje na poziomie płacy minimalnej nie należą wcale do rzadkości. Czy Dell ten niekorzystny obraz zatrze choć trochę? Zapytaliśmy o to wiceprezesa koncernu Seana Corkery. Rozmowa o pieniądzach do najłatwiejszych nie należała.

- Płace będą konkurencyjne. Oprócz pensji pracownicy dostawać będą też dodatki, będą mieli zapewnioną opiekę medyczną. Decyzje w sprawie konkretnych stawek wynagrodzeń podejmiemy za kilka miesięcy, na podstawie rozmów z kandydatami - stwierdził Sean Corkery.

- Ale przecież już teraz trwa rekrutacja na kilkadziesiąt pierwszych stanowisk, ci ludzie zaczynają pracę w styczniu. Ile im zaoferujecie? - dopytywaliśmy.

- Na razie nie proponujemy konkretnych zarobków - odpowiedział Corkey. Po chwili dodał: - Dell to dobra firma, na tym ludzie powinni się koncentrować. Liczy się możliwość rozwoju, prestiż, szacunek dla pracowników. Pensja to nie wszystko.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć  -  Dziennik Łódzki
 
wstecz   dalej »